Panie Ambasadorze, na jaką pomoc od Polski liczy teraz Ukraina? Co jest najbardziej potrzebne? Jak możemy najskuteczniej wesprzeć waszą walkę o niepodlegle państwo?
Przede wszystkim chciałbym podziękować Polsce za pomoc, którą już otrzymaliśmy. Państwo Polskie, samorządy, ale i po prostu zwykli Polacy wspierają nas od samego początku tej straszliwej wojny. Jestem wdzięczny i wzruszony, bo naprawdę nigdy nie widziałem tak wielkiego poruszenia społecznego. To chwyta za serce i podnosi na duchu. Wiem, iż tysiące, wręcz miliony moich rodaków, którzy dziś walczą o wolność, są zbudowane wsparciem Polaków. Dziś sprawą kluczową dla Ukrainy jest objęcie naszego nieba ochroną przeciwdostępową. O to apelujemy do państw członkowskich NATO: powstrzymajcie bombardowania Putina! Polska jest członkiem Paktu i może wspierać starania Ukrainy. Wiem, że władze RP nie są temu przeciwne, ale konieczne jest przekonywanie innych. Na takie zaangażowanie Polski dziś liczymy.
Pan prezydent Wołodymyr Zełeński powiedział, że brak zgody NATO na zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Ukrainą to zielone światło dla rosyjskich bombardowań.
Tak dokładnie jest. To jest zielone światło. Widzimy, że świat się trochę przestraszył Putina oraz jego okrucieństwa. Wielu polityków zobaczyło zabijanych ludzi, rozwalane rakietami bloki mieszkalne i pomyślało, że lepiej się w tę sprawę nie mieszać bezpośrednio. Niestety nie ma opcji neutralności czy nie angażowania się. Jeśli ktokolwiek myśli, iż morderca z Kremla zatrzyma się na Ukrainie to niebawem zobaczy, jak bardzo się mylił. Jeśli zatem świat cywilizowany nie wesprze naszej walki i nie ochroni nieba nad Ukrainą, to kolejne kraje będą musiały zmierzyć się z rosyjskim barbarzyństwem. To jest czas jedności - wygramy, jeśli będziemy prawdziwie zjednoczeni.
Sekretarz generalny NATO widzi tą sprawę inaczej. Jego zdaniem większe zaangażowanie państw Sojuszu spowoduje rozlanie się wojny na inne państwa europejskie.
Nie zgadzam się z tą oceną. Naszym zdaniem jest dokładnie odwrotnie - zaangażowanie da szansę na pokój, bierność tylko zachęca najeźdźcę. Najlepszym dowodem są dotychczasowe działania Putina – brak reakcji uznaje on za przyzwolenie. Jeśli z całą mocą przeciwstawimy się tej agresji, to ją zatrzymamy. Rosja nie jest niezwyciężona. Putin musiał na Ukrainie zweryfikować swoje plany. Liczył na szybkie rozstrzygnięcie, a ugrzązł i zapewniam, iż nie raz jeszcze go zaskoczymy i pokrzyżujemy mu plany. Ale potrzebujemy wsparcia NATO. Potrzebujemy solidarności. Trudno za jej przejaw uznać stanie z boku i przyglądanie się śmierci niewinnych ludzi, rzeszom uchodźców. Ile jeszcze ludzi musi zginąć, spłonąć żywcem w bombardowanych domach, uciec ze swoimi dziećmi do innych państw, by Zachód przekonał się, że to jest jego sprawa? Cały świat już zobaczył, do czego zdolna jest Rosja rządzona przez Putina. On się całkowicie zdemaskował: morduje, niszczy, szantażuje świat skażeniem z elektrowni atomowej. Czego trzeba więcej? Nie da się wykluczyć, że niepowstrzymywany posunie się do wszystkiego, co najgorsze. On już nie ma nic do stracenia. My za to mamy wiele do stracenia. Nie tylko naszą wolność, nasze państwo, nasze domy, cały nasz dotychczasowy dorobek. Stawką są wartości – prawa człowieka, wartości demokratyczne, jednym słowem – fundament kultury europejskiej. Wspólnie możemy raz na zawsze zakończyć zbrodniczą politykę rosyjską. Tylko razem pozbędziemy się tego potwora. Nie wyobrażam sobie by było inaczej. Nie da się wrócić do tego, co było przed napaścią na mój kraj. Nawet gdyby wojna dziś się skończyła, czy ktokolwiek w Europie mógłby dalej robić interesy ze zbrodniarzami? Business as usual? Kto by im podawał rękę? Fotografował się z nimi? To już nie jest możliwe.
Panie Ambasadorze, Putin nie stał się mordercą 10 dni temu. Zabija ludzi od dwóch dekad. Dopuścił się ludobójstwa na narodzie czeczeńskim i całe zastępy polityków uznały, iż nic się nie stało, że można mu podać rękę, zrobić sobie z nim zdjęcie i robić interesy.
Wiedza o bestialstwie Putina i rosyjskich żołnierzy w Czeczenii nie dotarła do szerokich kręgów społecznych. Ludzie na Zachodzie w ogromnej większości o tym po prostu nie wiedzieli i nie wiedzą. Teraz jest inaczej. Tą wojnę cały świat obserwuje online. Ludzie widzą na własne oczy walące się domy, zburzone miasta, uciekające kobiety i dzieci. Widzą to rosyjskie okrucieństwo i nie dadzą swoim politykom o nim zapomnieć. Dziś Putin dla każdego człowieka w Warszawie, Berlinie, Paryżu czy Londynie jest mordercą i mordercą pozostanie. Sytuacja się zmieniła, akcje wsparcia dla Ukrainy i protesty przeciwko wojnie organizowane są na całym świecie. Mam nadzieję, że te ruchy społeczne będą miały wpływ na decyzje rządów swoich państw.
Jak pan ocenia obecną strategię Putina? Czy to jest tak, że on teraz wziął sobie na cel kilka ukraińskich miast i te miasta są de facto zakładnikami: będzie jej niszczył po to żeby przestraszyć Ukraińców i Zachód, a może także złamać ukraiński rząd?
Strategia Putin to przejęcie kontroli nad Ukrainą i okupacja. A jeżeli chodzi o taktykę, to teraz chodzi mu o to, żeby otoczyć miasta, trzymać je w oblężeniu, wziąć ludność cywilną jako zakładników i wywoływać panikę. Zmienił taktykę, bo nie dał rady przeprowadzić blitzkriegu. Słynna armia rosyjska nie potrafiła w ten sposób przejąć kontroli nad Ukrainą. Przeszła więc do straszenia, szantażu i zabijania ludzi, czyli typowych dla niej metod.
Jak Rosjanie postępują, gdy chodzi o infrastrukturę krytyczną, na przykład gazociągi?
Starają się ją niszczyć, tak jak zaatakowali wieżę telewizyjną w Kijowie czy próbowali zniszczyć elektrownią atomową w Zaporożu. To jest często metoda: zniszczyć do gołej ziemi.
Jak pan ocenia po tylu ciężkich dniach ducha walki w narodzie ukraińskim?
Nie tylko ja, ale chyba cały świat jest zachwycony postawą armii ukraińskiej.
Pamiętam, że chyba w dwudziestej godzinie walki był komunikat ze strony Stanów Zjednoczonych, iż w ciągu najdalej 24 godzin Kijów padnie.
Nie padł. Ten duch jest bardzo mocny nie tylko wśród wojska ukraińskiego, ale też wśród zwykłych ludzi. Bardzo wielu z nich wstąpiło do Obrony Terytorialnej i są gotowi do końca bronić swojej ziemi. Duch walki i duch zwycięstwa jest na pewno o wiele mocniejszy, niż w 2014 r.
Pan Ambasador wspominał, że część kobiet z małymi dziećmi postanowiła przyjechać do Polski z obawy o własne życie. Ale trzeba też powiedzieć o ruchu w drugą stronę: bardzo wielu mężczyzn którzy pracowali w Polsce, zdecydowało się na Ukrainę powrócić.
Ponad 66 tysięcy z nich już wróciło i zgłosiło się do wojska. Pokazuje to jak bardzo wzmocniła się samoidentyfikacja Ukraińców. I to dotyczy także Ukraińców mówiących po rosyjsku, którzy teraz identyfikują się jako obywatele Ukrainy. To całkowity upadek mitu którym posługiwała się Rosja - o tym że istnieje i jakiś „wielki ruski mir”. To po prostu nieprawda.
Rosja w każdym konflikcie, w którym brała udział w XX i XXI w., bardzo silnie oddziaływała swoją propagandą i teraz też widzimy jej nasilenie. Ale odnoszę wrażenie, że państwo ukraińskie poprzez wiele akcji informacyjnych bardzo skutecznie się jej przeciwstawia. To jest pierwsza wojna, którą możemy oglądać praktycznie online i to także ułatwia przekazywanie prawdy.
Nie zmarnowaliśmy tych ostatnich ośmiu lat, od 2014 roku. Wyciągnęliśmy z tamtych wydarzeń wnioski, postawiliśmy bardzo mocno na rozwój informatyczny i dlatego mamy ogromne osiągnięcia w tworzeniu bazy informacyjnej. Nawet w tej chwili, gdy prawie cały kraj jest objęty wojną, te kanały informacyjne funkcjonują.
Jak wyglądają rozmowy pokojowe z przedstawicielami Rosji? Czy to tylko teatr?
Nie do końca. Miałem okazję rozmawiać z uczestnikami tych negocjacji i wygląda na to, że Rosja wciąż nastawiona jest na realizację wspomnianego planu okupacji Ukrainy. Rosyjscy negocjatorzy wydają się być oderwani od rzeczywistości. Nie chcą przyznać się do tego, jak wielu ich żołnierzy zostało zabitych. Te rozmowy są bardzo trudne.
Ale one się jakoś posuwają do przodu?
To były dopiero dwie rundy tych rozmów. W czasie pierwszej każda strona przedstawiła swoje stanowisko. W czasie drugiej rozmowy dotyczyły korytarzy humanitarnych i jak widać nie udało się tego zrealizować, skoro tam, gdzie miały one powstać doszło do ostrzału. Było w tej sprawie, jak w każdej, sporo dezinformacji. Dlatego zachęcamy do korzystania z zaufanych, oficjalnych lub weryfikowalnych źródeł informacji, przede wszystkim strony Prezydenta czy Ministerstwa Obrony Narodowej.
Czy jest szansa, żeby jakieś siły wewnątrz Rosji powstrzymały wojnę?
Wygląda na to, że naród rosyjski też trochę się zmienił. Widzimy rozpędzane demonstracje przeciwko wojnie na ulicach. Niektórzy oligarchowie, których mocno dotknęły sankcje, też zaczynają mówić publicznie, że trzeba wstrzymać tą wojnę. Jest znamienne, że powiedział to także prezes Łukoila, który wezwał do szybkiego zaprzestania wojny i pokojowych negocjacji. Te protesty wobec władzy, która doprowadziła do pogorszenia sytuacji gospodarczej i społecznej Rosji, będą narastać.
I dlatego Pan prezydent Zełenski apeluje do Rosjan?
Tak. Bo wojnę rozpętał Putin. To on podjął decyzję. Społeczeństwo rosyjskie nie było i nadal nie jest poinformowane, co się naprawdę dzieje na Ukrainie. Ten autorytarny reżim nie pozwala przekazywać prawdziwych informacji. Że tysiące Rosjan giną na Ukrainie i że Rosjanie zabijają zwykłych Ukraińców, choć od lat utrzymywany był mit, że Rosjanie i Ukraińcy to prawie jeden naród.
Na koniec jeszcze pytanie o Białoruś. Czy uważa Pan, że społeczeństwo białoruskie może jakoś zareagować na fakt, że narzucany jest mu udział w cudzej wojnie?
Społeczeństwo białoruskie zareagowało dwa lata temu, organizując ogromne protesty…
Ale później zostało niestety złamane…
Zostało złamane, ale jednak wierzę w to, że będzie mieć dość siły, żeby uniemożliwić udział Białorusi w tej wojnie i doprowadzić do tych zmian demokratycznych, o które walczyło po sfałszowanych wyborach prezydenckich z 2020 roku.
Źródło: Gazeta Polska