Łamając zasady humanitarnego prawa międzynarodowego, ostrzelano helikopter medyczny Sił Zbrojnych Ukrainy. Na pokładzie helikoptera byli członkowie załogi, lekarzy oraz ranne obywateli. Po ostrzału śmigłowiec został uszkodzony i awaryjnie lądował.
Śmigłowiec medyczny był wyposażony wyłącznie do transportu rannych i zapewnienia im pomocy w nagłych wypadkach. Burty śmigłowca były oznaczone czerwonymi krzyżami - symbolami uznania służby medycznych. Oprócz tego terroryści byli poinformowani o ewakuacji pokojowym statkiem powietrznym osób rannych. Kanałami łączności otwartej kierownictwo operacji antyterrorystycznej otrzymało od separatystów zapewnienie, że helikopter będzie przepuszczony bez przeszkód. To sugeruje, że atak na śmigłowiec medyczny był celowo dokonany przez terrorystów. Właściwie nie jest to pierwszy taki przypadek.
Od momentu aktywacji terrorystów we wschodniej Ukrainie ostrzelali oni z bliskiej odległości trzy samochody medyczne, ostrzałami artyleryjskimi zniszczono trzy samochody opatrunkowe, podczas jazdy w kolumnach wysadzono cztery karetki pogotowia medycznego razem z lekarzami. W wyniku tych wszystkich atak zginęło sześciu lekarzy i siedemnaście zostało rannych.
W tym kontekście petycja Kremla do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w sprawie prowadzenia wspólnej misji humanitarnej we wschodniej Ukrainie wygląda szczególnie cynicznie.
Każdy z tych wypadków zostanie rozpatrony przez sądy nie tylko ukraińskie, ale również trybunał międzynarodowy, którzy napewno rygorystycznie ocenią takie działania jak i politykę rosyjskich przywodców, którę za nimi stoją.